no dobrze! Romek musi przyznac ze Swieta byly cudne.
londynska zimowa szarosc zlamala rozowa czapka mikolaja z napisem Princessa, ktora M naciagnal Romkowi na uszy od progu, a pozniej bylo juz tylko bardziej kolorowo.
wspolne gotowanie polskich przysmakow na wigilie, szampan na sniadanie w pierszy dzien Swiat, cale mnostow doskonalego jedzenia i radosny szelest rzdzieranego papieru pakowego ze swiatecznych prezentow.
powrot do domu byl nieco bolesny bo transport tez byl w swiatecznym nastroju wiec pociagi nie dzilaly a przeladowane autobusy jezdzily mocno w kratke. ogolnie jednak bylo cudnie.
po kilku relaksujacych dniach w pracy kolejne kilka dni 'wolnego' wypelnione po brzegi atrakcjami.
urodzinowa impereza Sylwestrowa M byla prawdziwym hitem. szkoda tylko ze Romek strul sie alkoholem poprzedniego wieczora. ale co tam. moze Romek nie tanczyl na stolach ale i tak bawil sie wybornie.
i w drodze powrotnej do domu pomysla sobie 'kurwa to bedzie dobry rok!'
i jest bo Romek ma w swoim swiecie cudownych przyjaciol. i nie ma znaczenia daleko czy blisko. wazne ze sa i to wypelnia Romkowe serce wdziecznoscia po brzegi.